Msza za zmarłego po miesiącu i w rocznicę
Msza odprawiana miesiąc po śmierci i w jej rocznicę jest dla wielu rodzin naturalnym gestem pamięci i modlitwy. Skąd wziął się ten zwyczaj, co oznacza w tradycji Kościoła i dlaczego właśnie te daty stały się tak ważne?
Pogrzeb się kończy. Ludzie wracają do domów. Kwiaty zostają na cmentarzu, telefony stopniowo milkną, a rodzina po raz pierwszy naprawdę zaczyna doświadczać tego, że kogoś już nie ma.
I właśnie wtedy pojawia się data, którą wiele osób zaznacza w kalendarzu.
Miesiąc od śmierci.
Później przychodzi pierwsza rocznica.
W wielu polskich rodzinach zamawia się wtedy Mszę Świętą za zmarłego. Zwyczaj jest tak powszechny, że często przyjmujemy go jako coś oczywistego. Rzadziej zastanawiamy się, dlaczego właśnie miesiąc i rok stały się szczególnymi momentami pamięci.
A historia tej tradycji jest znacznie starsza, niż mogłoby się wydawać.
Modlitwa za zmarłych nie kończy się wraz z pogrzebem
W katolickim rozumieniu pogrzeb nie jest ostatnim momentem, w którym można zrobić coś dla zmarłego.
Kościół od pierwszych wieków chrześcijaństwa modlił się za tych, którzy odeszli. Katechizm mówi wprost, że pamięć o zmarłych i modlitwa za nich należą do bardzo starej tradycji chrześcijańskiej, a szczególne miejsce zajmuje w niej ofiara Eucharystii.
Msza za zmarłego nie jest więc wyłącznie uroczystym wspomnieniem jego życia.
Dla osoby wierzącej jest przede wszystkim modlitwą w jego intencji.
To ważna różnica.
Rodzina może podczas takiej Mszy wspominać człowieka, którego kochała, ale sens religijny sięga dalej: jest to prośba o życie wieczne, miłosierdzie i pokój dla zmarłego.
Dlatego modlitwa nie musi kończyć się wraz z zamknięciem grobu.
Dlaczego właśnie po trzydziestu dniach?
Nie istnieje w Kościele katolickim przepis nakazujący odprawienie Mszy dokładnie trzydziestego dnia po śmierci.
Nie oznacza to również, że według nauczania Kościoła trzydziestego dnia dzieje się z duszą zmarłego coś, co wymaga specjalnej ceremonii.
To tradycja, a nie obowiązek religijny.
Ale tradycja bardzo stara.
Już we wczesnym średniowieczu spotykamy chrześcijańskie praktyki szczególnego wspominania zmarłych między innymi trzeciego, siódmego i trzydziestego dnia po śmierci. Dawne źródła kościelne wspominają o modlitwach związanych właśnie z tymi terminami.
W zachodnim chrześcijaństwie rozwinął się również zwyczaj znany jako month's mind – specjalna Msza sprawowana około miesiąca po śmierci lub pogrzebie. Samo określenie nawiązywało do szczególnego „pamiętania” o człowieku po upływie pierwszego miesiąca.
Ten pierwszy miesiąc miał także bardzo ludzki wymiar.
Po pogrzebie rodzina zaczynała wracać do codzienności. Mijały pierwsze tygodnie bez zmarłego. Dopiero wtedy nieobecność często stawała się naprawdę odczuwalna.
Msza po miesiącu była więc kolejnym momentem, kiedy rodzina i wspólnota mogły ponownie spotkać się wokół człowieka, którego zabrakło.
Trzydzieści dni nie oznacza Mszy gregoriańskiej
Tutaj łatwo o nieporozumienie.
Msza odprawiana trzydziestego dnia po śmierci nie jest tym samym co tak zwane Msze gregoriańskie.
„Gregorianka” oznacza trzydzieści Mszy odprawianych w intencji jednej osoby zmarłej przez trzydzieści kolejnych dni.
Msza miesiąc po śmierci jest natomiast pojedynczą Eucharystią związaną z określonym momentem pamięci.
Liczba trzydzieści pojawia się więc w obu tradycjach, ale są to dwa różne zwyczaje.
Pierwsza rocznica ma szczególne miejsce
Jeszcze bardziej naturalna wydaje się Msza odprawiana rok po śmierci.
Pierwsza rocznica jest często trudnym momentem także dla osób, które nie są szczególnie religijne.
W ciągu tego roku wydarzyło się przecież wszystko po raz pierwszy bez zmarłego.
Pierwsze święta.
Pierwsze urodziny.
Pierwsze rodzinne spotkanie.
Pierwsze lato, pierwsza zima, pierwsze Wszystkich Świętych.
I wreszcie powraca dzień, w którym rok wcześniej życie rodziny podzieliło się na „przed” i „po”.
Co ciekawe, pierwsza rocznica nie jest jedynie rodzinnym obyczajem. Współczesne Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego wymienia ją wprost jako jeden ze szczególnych momentów, w których może być sprawowana Msza za zmarłego.
Kościół rozpoznaje więc to, co rodziny odczuwają intuicyjnie: rok od śmierci jest szczególną granicą pamięci.
A co z kolejnymi rocznicami?
Modlitwa oczywiście nie kończy się po pierwszym roku.
W Polsce bardzo powszechne jest zamawianie Mszy również w drugą, piątą, dziesiątą czy dwudziestą rocznicę śmierci. Intencje za zmarłych pojawiają się także w dniu ich urodzin, imienin czy przy okazji ważnych rodzinnych wydarzeń.
Nie istnieje jednak obowiązek odprawiania Mszy w każdą rocznicę.
Nie ma też określonej liczby Mszy, które rodzina „powinna” zamówić.
Modlitwa za zmarłego nie jest rachunkiem do wykonania ani religijnym harmonogramem, który trzeba wypełnić.
Jej sens wynika z pamięci, wiary i miłości.
Dlaczego rodziny wracają wtedy do kościoła?
Można na ten zwyczaj spojrzeć nie tylko od strony teologii.
Msza miesiąc po śmierci albo w rocznicę ma jeszcze jeden wymiar: wyznacza punkt w czasie.
Żałoba nie ma kalendarza.
Jedna osoba po kilku tygodniach zaczyna odzyskiwać równowagę. Inna po roku nadal ma wrażenie, że wszystko wydarzyło się wczoraj.
Daty dają jednak możliwość zatrzymania się.
Na co dzień człowiek pracuje, robi zakupy, odbiera telefony, zajmuje się domem. Pamięć o zmarłym pojawia się pomiędzy zwyczajnymi obowiązkami.
Rocznicowa Msza mówi:
dzisiaj zatrzymujemy się właśnie dla niego.
Być może dlatego ta tradycja przetrwała tak długo.
Msza nie jest tylko wspomnieniem
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.
W potocznym języku mówi się czasem:
„Robimy Mszę na rocznicę mamy”.
„Zamówiliśmy Mszę za tatę”.
„Spotkamy się w kościele miesiąc po pogrzebie”.
Dla rodziny taki dzień rzeczywiście staje się formą pamięci.
Jednak w chrześcijańskim sensie Eucharystia nie jest jedynie ceremonią wspomnieniową. Katechizm wskazuje, że Eucharystia może być ofiarowana za wiernych zmarłych, aby zostali przyjęci do światła i pokoju Chrystusa.
Dlatego w centrum nie znajduje się tylko pytanie:
„Czy nadal o nim pamiętamy?”
Ale również:
„Czy nadal się za niego modlimy?”
Miesiąc, rok i wszystko, co pomiędzy
Być może najpiękniejsze w tej tradycji jest właśnie to, że nie próbuje wyznaczyć daty końca pamięci.
Miesiąc po śmierci rodzina spotyka się ponownie.
Po roku robi to jeszcze raz.
A później mijają następne lata.
Zmieniają się ludzie przy rodzinnym stole. Dorastają dzieci. Pojawiają się wnuki. Niektórych świadków życia zmarłego także zaczyna brakować.
A jego imię nadal może zostać wypowiedziane podczas Mszy.
W świecie, w którym wiele rzeczy szybko znika z pamięci, jest w tym coś bardzo prostego i mocnego.
Człowiek odszedł, ale nie został zapomniany.
I być może właśnie dlatego przez stulecia rodziny wracają do kościoła po miesiącu, po roku i wiele lat później.
Nie dlatego, że kalendarz nakazuje pamiętać.
Ale dlatego, że miłość nie zawsze kończy się wtedy, gdy kończy się czyjeś życie.
Powiązane wpisy
10 Przykazań – Dekalog jako ponadczasowy kodeks wartości w życiu człowieka
Dekalog od wieków pozostaje punktem odniesienia dla pytań o dobro, odpowiedzialność i sposób życia....
Różaniec za zmarłego – modlitwa, która niesie nadzieję
Różaniec za osobę, która odeszła, może być chwilą skupienia, pamięci i wspólnej obecności. O znaczen...